aktualności,  recenzje

Kinga Weronika de Walla „Twarze niedomknięte” – recenzja książki

Piotr Wiktor Lorkowski recenzuje książkę Kingi Weroniki de Walli „Twarze niedomknięte” (Wyd. Fundacja Kultury AFRONT, Bukowno 2017). Zapraszamy do lektury.

Debiut. Objętościowo szczupły, acz z potencjałem. Wiersze, oscylujące pomiędzy wrażeniami a wizjami. Ta pierwsze są często jesienne. Te drugie – barwi nokturnowy mrok; niekiedy rozświetlany gorącym albo chłodnym płomieniem. Śnią się w nich sny na jawie. Pełgają fantazmaty we śnie. Ogarnia je niepamięć kształtów płynnie przechodząca w przypomnienie miłosnych szczegółów (zob. wiersz reminiscencja). Całą poetycką materię widać tutaj w fazie dynamicznego dojrzewania, przybierania form, strojenia głosu. Chaos zapisany próbuje zafunkcjonować jako kosmos, „prywatny wszechświat”. Autorka skrzętnie zbiera wszystkie pomysły, spostrzeżenia, notuje podszepty podświadomości, docenia każdy dar inspiracji. Szyje patchworki, układa kolaże i patchworki zawsze z tym samym zapałem. Z wdziękiem przeskakuje od obrazu do obrazu, od zamyślenia do wieszczby, od nostalgicznego wspomnienia dzieciństwa (Pokarm) do chęci narobienia rabanu.

  Podmiotka tego zbioru mówi na ogół w pierwszej osobie, konfesyjnie. Testuje własną nadwrażliwość, dotykając każdego „teraz”, w którym tkwi „świadomość głodu,/ ognia i wojny”; by natychmiast wyznać:  krzepi mnie przyczajona wiara,/ że od krwistych zachodów mam tylko otarty/ naskórek” (aksjomat). Tak wypróbowana świadomość, kiedyś może stać się dla niej punktem oparcia lub przewodnikiem prowadzącym ją ku bardziej określonej aksjologii. Na razie liryczne „ja” debiutantki solidnie odrobiło ćwiczenie z empatii; intuicyjnie, ale konsekwentnie rozpoznaje się w problemach bliźnich, w ich trudnościach z byciem pod obojętnym niebem (por. logika twarzy; „chodźcie i spór ze mną wiedźcie”). 

  Prawdę rzekłszy, bardziej niż puszczone na zupełną swobodę frazy, ciekawsze wydają mi się tutaj wiersze nieco bardziej zdyscyplinowane. Po prostu – lepiej koncentrują uwagę. Należą do nich przykładowo (i na przekór tytułowi) choćby takie rzeczy w nieładzie. Ale to jeszcze nic! Rasowemu fanowi krótkiej formy prawdziwą frajdę sprawi epigramat zatytułowany ciało. Zacytujmy go: „dziedziczę w akcie mowy./ język wraca do stanu skupienia.”. Wraz z tytułem – dziesięć słów. Plus dwa znaki interpunkcyjne domykające równoległe logicznie stwierdzenia. W kontekście całego tomiku, postawmy taką hipotezę, można je odczytać jako najkrótszą ars poetica, postulat wobec swego przyszłego, sposobu ekspresji. Gdybyż poetce udało się go urzeczywistnić…

 

Fragment większej całości przygotowywanej do druku w dwumiesięczniku literackim „Topos”.