Ukazała się najnowsza książka Romana Wysogląda „Chorzy na Polskę”

Przed kilkoma dniami nakładem Fundacji Kultury AFRONT ukazała się najnowsza książka kultowego polskiego pisarza lat 80. Romana Wysogląda, autora m.in. „Przekrętki” i „Moskwy za trzy dni”.

Wysogląd jako poeta debiutował w 1970 roku; jako prozaik – dwa lata później. Był współzałożycielem Grupy poetyckiej 848. Wydał: „Przekrętkę” – tom opowiadań (Warszawa 1985), „Moskwę za trzy dni” – powieść (Warszawa 1985), „Obudzonego o zmierzchu” – czarny kryminał (Kraków 1988), „Codziennie i przez cały czas” – powieść (Warszawa 1989), „Dzieci niespecjalnej troski” – opowiadania (1989), „Nie ma w nas ciepła” – opowiadania (1990) oraz powieść „Smutne poranki, radosne wieczory” (2015). Oprócz wyżej wymienionej prozy ukazały się także jego tomiki poetyckie: „Na granicy do niczego” (2008), „Ręczna historia hamulca” (2013), „Poetą nie wypada bywać w każdej chwili życia” (2012), „Wiersze tak zwanego pierwszego kontaktu” (2012), „Na chuj poecie wyobraźnia” (2011), „Prawda bez potwierdzenia odbioru” (2012), „Nie istnieje nic konkretnego poza pustką” (2012), „Rozkojarzone drobiazgi z pogranicza snu i wyobraźni” (2012), „Na skrzyżowaniu siebie” (2013). Poza tym wydał też „Poczet potworów krakowskich” (2014), w którym opisał ponad 130 znajomych oraz miejsc w Krakowie szczególnie mu bliskich, z których większość już nie istnieje. Regularnie, co dwa lata, drukuje nowe rzeczy w „Twórczości”. Uhonorowano go także nagrodami: im. Andrzeja Bursy (1986) oraz im. Natalii Gall (także 1986) za najlepszy tom opowiadań w kraju („Przekrętka”).

Z okładki:

„Pewnego dnia poznałem dość młodą dziewczynę, chyba jej się podobałem, gdy z bez większych wahań zgodziła się pójść ze mną. Zaprowadziłem ją do domu, obudziłem żonę i poprosiłem, by opowiedziała, czym jest rodzinne szczęście, naturalnie w jej rozumieniu tego dość nieprzylegającego do rzeczywistości słowa

– Możemy się kochać we trójkę – zaproponowała dziewczyna. – Mnie to zupełnie nie przeszkadza, czy żona, czy sąsiadka.

W kilka dni później pozew rozwodowy już leżał w sądzie. Koronnym argumentem była moja rzekoma amoralność, chociaż z tą dziewczyną do niczego nie doszło. Żonie zupełnie nie przeszkadzał tłum jej kochanków, ale denerwowała ją podobno moja rozwiązłość. Oraz nieuregulowany stosunek do służby wojskowej.”